Na pytania „LK” odpowiada Waldemar Tomaszewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie-Związku Chrześcijańskich Rodzin, poseł do Parlamentu Europejskiego.

O pandemii i pomocy Unii Europejskiej

– Pandemia stała się wyzwaniem dla niemal wszystkich państw świata. Jak Pan uważa, czy wszystkie kroki podjęte przez litewski Rząd w walce z wirusem były słuszne? Czy miały też miejsce błędy, pomyłki?

– Odpowiem znanym powiedzeniem, że tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi. Wszyscy popełniamy błędy. Jeśli natomiast miałbym oceniać całokształt działań Rządu w walce z pandemią, powiedziałbym, że błędów popełniono niewiele. W porównaniu zaś z innymi państwami jesteśmy bodajże jednymi z liderów walki z koronawirusem. Fakty mówią same za siebie – liczba osób chorujących i wyzdrowiałych, a także przyjęty pakiet rozwiązań w zakresie wsparcia gospodarki i pomocy socjalnej.

Przyjrzyjmy się zatem konkretnym liczbom: liczba mieszkańców Litwy, którzy zachorowali, wynosi nieco ponad 1727 osób – jest to jeden z najniższych wskaźników w Europie. Odsetek osób wyzdrowiałych już wynosi ok. 80 proc., na Litwie mamy również jeden z najniższych wskaźników umieralności na koronawirusa. Liczba wykonanych testów – 250 tys. – jest znacznie większa niż u sąsiadów.

Tak więc uważam, że zdecydowane działania Rządu, ministrów dały pozytywne efekty. Okresem najtrudniejszym dla Rządu były pierwsze tygodnie po ogłoszeniu kwarantanny, kiedy to największy ciężar spadł na dwa najważniejsze resorty – zdrowia i spraw wewnętrznych. Niezwykle operatywnie zadziałali ministrowie Aurelijus Veryga i Rita Tamašunienė, zaś ogół podjętych kroków, mimo że nie cieszyły się zbytnią popularnością wśród mieszkańców, dał swoje efekty – radzimy sobie z epidemią i nie tylko stopniowo łagodzimy obostrzenia w związku z zarządzoną kwarantanną, ale z dniem 17 czerwca Rząd ma w planach jej całkowite odwołanie.

Nie mogę też nie wspomnieć o pełnej poświęcenia pracy lekarzy, na których spadł największy cios, a także samorządowców, którzy stanęli na wysokości zadania i w sposób operatywny zorganizowali pracę: znaleźli pomieszczenia do izolowania osób przybywających z zagranicy, przygotowali szpitale. Gdyby sprawom nadano własny bieg, jak to na początku miało miejsce we Włoszech, w naszych szpitalach zabrakłoby miejsc dla wszystkich chorujących. Na szczęście szpitale nie były przepełnione, ale przygotowania przeprowadzono na wysokim poziomie. Mogę o tym mówić na przykładzie samorządów Wileńszczyzny, bowiem przez cały czas utrzymywałem kontakt z samorządowcami, wiedziałem, jak wygląda sytuacja. Samorządowcy spędzali w pracy po 12-14 godzin, wykonali tytaniczną pracę.

Oczywiście, w tym okresie mieszkańcy Litwy byli narażeni na niedogodności, warunki życia były, bądźmy szczerzy, niekomfortowe, osoby z innymi schorzeniami nie miały dostępu do usług lekarskich, co spowodowało szereg różnego rodzaju kłopotów. Dlatego też obecnie należy uczynić wszystko, byśmy mogli jak najszybciej wrócić do normalnej obsługi, prowadzenia operacji i leczenia mieszkańców z innymi schorzeniami.

– Kiedy państwa unijne jedno po drugim zaczęły zamykać granice, zaczęto mówić nawet o rozpadzie wspólnoty europejskiej. Dlaczego reakcja UE na bieżące wydarzenia nastąpiła tak późno, gdzie zniknęły jedność i solidarność w przeciwdziałaniu pandemii?

– To jest słuszne spostrzeżenie, ale nie do końca. Chciałbym na samym początku wyjaśnić, że opowiadam się za Unią Europejską jako unią państw, a nie jakąś mistyczną federacją z jednym rządem itd. Opowiadam się za Europą niezawisłych państw, bo kraje są bardzo różne i nie można mierzyć wszystkich jedną miarą.

Nawet nie będąc stronnikiem federacji, nie można mówić, że UE nie udzieliła pomocy. Warto podkreślić, że lwia część wsparcia finansowego, które niebawem dotrze, będzie pochodziła właśnie z budżetu UE. Jak również większa część miliardowego wsparcia, które przeznaczy nasz Rząd, będzie pochodziła nie z pożyczki wewnętrznej, tylko z unijnej rezerwy kryzysowej. Wiadomo już, że Litwa będzie mogła ubiegać się dodatkowo o 6,3 mld euro z Funduszu Ożywienia Gospodarczego. Z tej puli 3,9 mld euro – to niepodlegające zwrotowi subwencje, 2,4 mld euro zaś – pożyczki do zwrotu.

Tym niemniej sytuacja jest tak niejednoznaczna i skomplikowana, że trudno odpowiedzieć w dwóch słowach. Przecież państwa są bardzo różne i niemożliwie pomóc dla wszystkich jednakowo. Zawsze jest lżej powiedzieć, że nikt nie wyciągnął pomocnej dłoni. W tej kwestii zgodzę się jedynie z tym, że w UE miała miejsce pewna zwłoka w podejmowaniu decyzji. Natomiast z przyjemnością mogę stwierdzić, że reakcja Litwy była naprawdę solidna, zaś satysfakcję potęguje fakt, że w obecnym Rządzie przedstawiciele AWPL-ZChR zajmowali ważne stanowiska i pomyślnie poradzili sobie z zadaniami.

Kolejnym pytaniem jest, skąd się bierze określone napięcie wewnątrz Unii Europejskiej w kwestii wsparcia finansowego. Chodzi o to, że przywódcy państw Europy Południowej wystąpili z propozycją, by pożyczki zaciągać wspólnie i też razem je zwracać. Faktem jest, że pandemia uderzyła w nich mocniej, jednak nie należy podnosić pytania w ten sposób. Podczas gdy zadłużenie Litwy jest stosunkowo nieduże – jedynie 40 proc. PKB, to już we Włoszech stanowi ono 110 proc. PKB, już nie wspominając o Grecji, której zadłużenie stanowi aż 150 proc. PKB. Można, oczywiście, zaciągać pożyczkę kosztem innych państw, ale to nie będzie właściwe postępowanie.

O środkach pokwarantannowych

– Znów ożyły dyskusje na temat światowego kryzysu gospodarczego, który w Europę ma uderzyć najmocniej. Jak Pan ocenia obecną sytuację gospodarczą Litwy?

– Wpływy do budżetu już zmalały o 12 proc. – i to jest bardzo poważny kłopot. Ale Rząd pracuje bardzo operatywnie i w planach ma zneutralizowanie tego spadku w przyszłym roku. Jeśli prognozy na ten rok sprawdzą się i gospodarka skurczy się o 4-5 proc., to już w przyszłym roku powinniśmy odnotować wzrost gospodarczy. Obecna sytuacja nie przypomina kryzysu z czasów Rządu A. Kubiliusa, kiedy to Litwa odnotowała spadek o 15 proc., zaś kryzys zwalczano kosztem mieszkańców – zmniejszono wypłaty, emerytury, zasiłki, a na dodatek podjęto decyzję o zaciągnięciu ogromnej pożyczki bankowej z odsetkami o kosmicznych rozmiarach. To było przestępstwo przeciwko własnemu narodowi.

Dzisiaj mamy do czynienia z inną sytuacją. Dlaczego AWPL-ZChR przez pierwsze 2,5 lat popierał obecny Rząd, a teraz pracuje w nim? Otóż dlatego, że widzieliśmy, że władze podejmują słuszne decyzje – w porównaniu z poprzednimi Rządami.

Po pierwsze, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych SODRA zgromadził rezerwę w wysokości 0,5 mld euro. Udało się jednocześnie i gromadzić zapasy, i zwiększać emerytury. Wracając zaś do spraw budżetowych: emerytury wzrosły w tym roku o 10 proc., zaś wzrost gospodarczy miał wynieść 3 proc. Oznacza to, że wzrost emerytur trzykrotnie przekroczył wzrost gospodarczy. Są to jak najbardziej realne decyzje obecnego Rządu, w którego pracach aktywnie uczestniczy AWPL-ZChR. Jednocześnie realizowane są również inne projekty zainicjowane właśnie przez naszą partię – zwiększono świadczenia na dzieci, wprowadzono darmowe leki dla seniorów powyżej 75. roku życia itd., przy czym jednocześnie udaje się utrzymać nagromadzoną rezerwę. W obecnej sytuacji istnieje możliwość nie tylko nie zmniejszać emerytur, ale, odwrotnie, wręcz pomóc dla emerytów. W sierpniu otrzymają oni jednorazowe świadczenie w wysokości 200 euro – na ten cel skierowano faktycznie 200 mln euro. Emerytury będą stale zwiększane – w przyszłym roku emerytury, jak się zakłada, wzrosną o 7-8 proc. – czyli więcej niż prognozowany wzrost gospodarczy.

Rząd opracował cały pakiet narzędzi skierowanych na łagodzenie skutków socjalnych kwarantanny, obejmujących, między innymi, utrzymanie pracowników na rynku pracy – pomoc dotrze do 224 tys. pracowników: uskutecznienie powrotu na rynek pracy osób, które straciły pracę (pomoc została rozliczona na 198 tys. 900 osób), a także zapewnienie odpowiednich dochodów i pomocy dla osób, które nie są uczestnikami rynku pracy. To ostatnie narzędzie przewiduje zwiększenie (100 euro) świadczeń na dzieci dla rodzin, które w dobie kryzysu zostały pozbawione dochodów, dodatkowo rodziny otrzymają po 120 euro na każde dziecko. Nawet mieszkańcy, którzy nie pracowali przed kryzysem i dzisiaj mają kłopoty ze znalezieniem pracy, otrzymają świadczenie w wysokości 200 euro. Ogółem pomoc dotrze do 1,4 mln mieszkańców, na ten cel zostanie skierowanych 931,773 mln euro.

Tak więc jest to dobry przykład tego, że krajem można zarządzać inaczej, prowadzić odmienną politykę socjalną. Cieszy to, że doczekaliśmy czasów, kiedy w tej drużynie pracujemy z podwójną motywacją. My z kolei również zgromadziliśmy większe doświadczenie, wiemy, na co powinniśmy zwrócić uwagę, i częstokroć przedstawiciele AWPL-ZChR nadają ton w koalicji obecnego składu, pracując na różnych szczeblach.

O podatku samochodowym i inicjatywie utworzenia banku państwowego

– AWPL-ZChR proponuje na rok odłożyć wejście w życie ustawy o pojazdach zanieczyszczających środowisko. Z drugiej zaś strony, pomimo kryzysu, nie ma w planach zrezygnowania z wprowadzenia podatku od 1 lipca. Dlaczego?

– Jeśli do tej pory mówiłem, że większość decyzji koalicji uważam za bardzo pozytywne, w tej kwestii mamy odmienne stanowiska. Zupełnie niedawno wewnątrz koalicji odbyła się dyskusja na temat tej ustawy. Po pierwsze, uważamy, że należy dobrze się przygotować do wdrożenia ustawy i teraz nie jest najlepszy czas na jej wejście w życie. Po drugie, konieczne jest, by mieszkańcy oswoili się z tematem. Sam pomysł jest niewątpliwie dobry, ale jego realizacja powinna przebiegać stopniowo, oswajając mieszkańców, dając im czas na pozbycie się takich pojazdów. Nie należy w obecnych okolicznościach wprowadzać dodatkowego napięcia, na dodatek nie należy dawać opozycji pretekstu do populistycznych rozmów. Tak więc dalej pozostajemy przy swoim stanowisku i będziemy go bronili podczas sporów wewnątrz koalicji, które nierzadko są dość zagorzałe. W obecnych okolicznościach pytanie to należy odłożyć i skupić się na sprawach ważniejszych – rozwiązaniach socjalnych i naprowadzaniu porządku wszędzie tam, gdzie wszystko odbywało się bez żadnej kontroli.

Dlatego jeszcze w marcu AWPL-ZChR zarejestrował w Sejmie projekt Ustawy o pojazdach zanieczyszczających środowisko, mając na celu odroczenie na okres jednego roku wejścia ustawy w życie.

– AWPL-ZChR jest autorem pomysłu o powołaniu państwowego banku komercyjnego. Inicjatywa ta dopiero teraz znalazła poparcie prezydenta. Co to jest – swoisty fundusz rozwoju na rzecz ratowania gospodarki w dobie kryzysu?

– O pomyśle utworzenia banku mówiliśmy jeszcze na jesieni ubiegłego roku. Bank ten mógłby zwiększyć konkurencję w sektorze bankowym, której banki na Litwie w chwili obecnej tak naprawdę nie mają. To nie jest normalna sytuacja, gdy w całym kraju brakuje oddziałów bankowych, a mieszkańcy, w tym seniorzy, muszą stać w kolejkach i na dodatek płacić dla banków niemałe sumy, podczas gdy w innych krajach usługi te są częstokroć bezpłatne. Nawet w porównaniu z Polską, w której działają dwa państwowe banki komercyjne, które stanowią konkurencję dla innych banków – z kapitałem niemieckim, holenderskim, również podjęto decyzję o niepobieraniu opłat za świadczone usługi – są one całkowicie nieodpłatne. Z kolei nasi mieszkańcy muszą płacić za wszelkie usługi świadczone w bankach – niekiedy od zwykłego człowieka banki potrącają po 50-100 euro za jego własne pieniądze.

A ponieważ na Litwie jest wiele oddziałów pocztowych „Poczty Litewskiej”, wystąpiliśmy z propozycją, by bank państwowy powstał na bazie właśnie tych oddziałów. Wówczas to pytanie podnieśliśmy w sposób zdecydowany, ale w zamian spotkaliśmy się z atakiem wymierzonym w nas. Mediom płacono, by na wszelkie sposoby oczerniały AWPL-ZChR. Dzisiaj z kolei okazało się, że należało to robić. Czas, wiadomo, jest już stracony, ale lepiej późno niż wcale. Po prostu należy robić, a nie mówić.

O ataku na ministra łączności

– Dymisja, która groziła ministrowi łączności Jarosławowi Narkiewiczowi, miała właśnie związek z kulisami „Poczty Litewskiej”?

– Częściowo tak, aczkolwiek w mniejszym zakresie. Na większą skalę powinniśmy mówić o przedsiębiorstwach państwowych – „Kolejach Litewskich” i ich projektach z układami korupcyjnymi. Konserwatyści, mający duże wpływy w ww. przedsiębiorstwach, wszędzie oddelegowali swoich ludzi. Nikt nikogo nie kontrolował. Niekiedy same przedsiębiorstwa nadzorowały resort, a nie na odwrót. Częstokroć mianowano „swoich” ministrów, niewygodni byli usuwani. Na wiatr wyrzucano nie miliony, tylko dziesiątki milionów euro. Sytuacja przypominała państwo w państwie. Dla przykładu na projekt elektryfikacji odcinka kolei Koszedary-Kłajpeda od wileńskiego węzła kolejowego przewidziano 250 mln euro. Nazwano to przetargiem i zwyciężyła spółka, która zaproponowała kwotę 362 mln euro, czyli o ponad 100 mln euro więcej niż wynosiła zaplanowana kwota.

Kiedy do ministerstwa przyszli przedstawiciele AWPL-ZChR, którzy przeprowadzili audyt i wszystko wyszło na jaw, zetknęliśmy się ze sztucznie spreparowanym atakiem – nasi ludzie byli dosłownie zatruwani, zastraszani. Jakby tego było mało – przypuszczono atak na posłankę z naszej frakcji Irinę Rozową, którą Sejm sam oddelegował na zgromadzenie w Gruzji. I jaki jest finał? W ubiegłym tygodniu Sejm ostatecznie oddalił zainicjowane przez opozycję wotum nieufności wobec I. Rozowej. Tylko kto dzisiaj poniesie odpowiedzialność za znęcanie się, które trwało niemal rok?

Tymczasem na ministra Jarosława Narkiewicza przypuszczono kolejny atak. Ten temat konserwatyści i liberałowie będą ciągnąć do samych wyborów – jest to ich konik. Chociaż akurat ich przedstawiciele – byli ministrowie łączności Eligijus Masiulis i Rokas Masiulis dopuścili się mnóstwa nadużyć, a wyniki ich pracy są godne pożałowania. Resort ten najgorzej radził sobie z wykorzystaniem funduszy unijnych, w tym na tak ważne cele, jak drogi. W 2017 roku, przykładowo, wykorzystano zaledwie 35 proc. środków, zaś w ostatnich latach plan wyasfaltowania dróg wykonano w stopniu znikomym i nie wyasfaltowano aż 262 km dróg żwirowych – jest to po prostu skandaliczna sytuacja.

W tym miejscu warto podkreślić, że doświadczenie polityczne prezydenta jest jeszcze dość skromne, z tego powodu został on wciągnięty w proces nagonki na ministra, i to wówczas zaczęła się konfrontacja Rządu i Urzędu Prezydenta. Prawdopodobnie nie jest przypadkiem, że, Darius Kuliešius, że się posłużę określeniem mediów, „szary kardynał” byłego kierownictwa Ministerstwa Łączności, zajmuje obecnie stanowisko doradcy w Urzędzie Prezydenta. Tymczasem trzecia siła niewidzialna tak zwanego czarnego biznesu w sposób niekontrolowany wzbogacała się i kwitła.

Powiem tak – to już się nie powtórzy, idą zmiany. I już sama myśl, że wszystko się zmieni, budzi niepokój i napełnia strachem co niektórych.

O opodatkowaniu banków

– W ubiegłym tygodniu miała miejsce seria głośnych zatrzymań i aresztów związanych z łapówkarstwem na szeroką skalę w dziedzinie transportu, a także w związku z pośredniczeniem w przyjęciu ustaw o mieniu banków i opodatkowaniu ich zysków. Jak Pan ocenia tę sytuację?

– Trudno o jakieś konkrety, brakuje informacji, na dodatek prowadzone jest postępowanie przygotowawcze. Niemniej jednak już teraz widać, jak działa system, którego celem jest hamowanie przyjmowania dobrych ustaw w Sejmie, i jaki atak przypuszczono na AWPL-ZChR jako inicjatora opodatkowania banków. Wszystko to obserwowaliśmy na jesieni: podjęto wszelkie działania mające na celu niedopuszczenie do wprowadzenia tego podatku. Mimo wszystko nasza postawa jest niezmienna: banki również powinny płacić podatki. Pieniądze te zostaną skierowane na rozwiązywanie problemów socjalnych. Nie jest przypadkiem, że Ustawę o opodatkowaniu aktywów bankowych włączyliśmy do agendy bieżącej sesji parlamentu, jakkolwiek to się komuś nie podoba, i będziemy czynili starania, by przyjąć tę i inne ważne dla mieszkańców ustawy. I nikomu nie uda się nas zastraszyć, nawet jeśli zostanie zorganizowana przeciwko nam kolejna nagonka.

Teraz, przed wyborami, będziemy mieli do czynienia z falą politykierstwa, zwłaszcza w obozie opozycji. Wykorzystane w tym celu będą prowokacje w różnego rodzaju sytuacjach, nawet takich, które trudno sobie wyobrazić. Tym niemniej trzeba iść do przodu, jeśli chcemy zrobić coś realnego dla naszych mieszkańców. Wiem, że jest to praca trudna, częstokroć niewdzięczna, również nasi przedstawiciele, pracując na odpowiedzialnych stanowiskach, nie mają łatwo, ale nie ma innej drogi. Tylko w ten sposób będziemy mogli osiągnąć zamierzone cele.

Naszym zaś celem jest ustanowienie sprawiedliwości społecznej w kraju i zmienić system, który jeszcze w latach 90. wprowadził V. Landsbergis. Dodatkowo my, mniejszości narodowe, możemy czuć pewne zadowolenie, że jesteśmy obecnie siłą napędową zmian na lepsze z jasno wyrażonymi sprawiedliwością społeczną, zasadniczością i określoną odwagą.

O szkołach i prawach mniejszości narodowych

– Mówiąc zaś o rozwiązywaniu innych problemów i oczekiwaniach mniejszości narodowych, będziemy pracować jeszcze więcej, by stać na straży całokształtu praw mniejszości narodowych. W tej dziedzinie mamy solidny dorobek – mając poparcie wyborców, za które jesteśmy wdzięczni, za pośrednictwem swych przedstawicieli, udaje nam się rozwiązywać wiele kwestii.

W tym kontekście dobrym przykładem jest Wilno, w którym to mieście w ostatnich latach udało nam się zachować oświatę mniejszości narodowych w ich języku ojczystym. Na tej drodze spotkaliśmy się z całym szeregiem trudności, ale już dzisiaj mamy dodatkowo Gimnazjum im. A. Puszkina, Gimnazjum im. Sz. Konarskiego, o które trzeba było długo walczyć. Po drugie, udało nam się podjąć przychylną decyzję o kompletowaniu klas 11-12 w polsko-rosyjskiej szkole w Leszczyniakach, a także w Szkole im. L. Karsawina. Co więcej, mieliśmy do czynienia z dyskryminacją, kiedy to ze stołecznej dzielnicy Antokol konserwatyści metodą buldożerową, nie licząc się z niczym, nawet z orzeczeniem sądu, do innej dzielnicy wyrzucili polską szkołę o bogatej tradycji. Naszymi staraniami na Antokolu jest obecnie budowana nowa polska szkoła, na razie początkowa, ale w perspektywie będzie się ona rozwijać i już 1 września otworzy swoje podwoje. Jest to nasz duży sukces, chociaż nawet wśród naszych sojuszników nie brakowało sceptyków, którzy nie wierzyli w szczęśliwe rozwiązanie sprawy. Niemniej zawsze zostajemy przy swoim pryncypialnym stanowisku i dzięki poparciu naszych wyborców idziemy ku celu.

Chciałbym zapewnić naszych wyborców, że dalej będziemy uczciwie i pryncypialnie pracować i zawsze pamiętać o tym, że tylko w jedności stanowimy siłę.

Wywiad ukazał się w „Litovskij Kurier” 11 czerwca w bieżącym roku.

za: www.prawy.pl

  1. Już od wielu lat Tomaszewski jest w tzw. dużej polityce, już nie tylko krajowej litewskiej, ale w europejskiej. A do tego jest człowiekiem pryncypialnym, opierającym się wartościach. Tak w działaniach publicznych jak też prywatnie jest wierny wartościom chrześcijańskim i w tym duchu przewodzi Akcji Wyborczej.

  2. Szkoda że takich zdecydowanych ale też pryncypialnych polityków nie ma niestety w Polsce. A jeżeli nawet gdzieś są to pełnią drugo- lub trzecio- planowe role, głęboko ukryci, zasłonięci przez rozmaite miernoty – miernych ale wiernych swym partyjnym boznom.
    Tomaszewski to polityczna ekstraklasa, mąż stanu, którzy potrafią prowadzić skuteczne działania przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej kultury osobistej. WIlniucy mają szczęście, że ktoś taki jest ich liderem.

  3. Nie przypadkowo Prezydent Polski Andrzej Duda oraz inni najważniejsi politycy w Polsce spotykają się z Waldemarem Tomaszewskim, który jest autentycznym liderem polskiej społeczności – wybranym w demokratycznych wyborach – a nie samozwańcem, jak jeden ze współpracowników KGB.

  4. Waldemar Tomaszewski to dobry lider na trudne czasy, pod jego przewodnictwem, dobrego organizatora posiadającego, AWPL/ZChR zaczęła odnosić kolejne sukcesy wyborcze. Stała się wyjątkiem i dobrym przykładem dla wszystkich organizacji polonijnych na świecie. Nie ma drugiego takiego kraju, w którym Polacy byliby tak dobrze zorganizowani, mieli wpływ na bieżącą politykę kraju poprzez własną frakcję parlamentarną, posiadając dwa ważne ministerstwa, rządząc samodzielnie w dwóch rejonach, współrządząc w czterech, w tym w stolicy Wilnie i mając przedstawiciela w Parlamencie Europejskim. Takich sukcesów nie ma ani 10 milionowa Polonia w USA, ani też paromilionowa społeczność polska w Niemczech. Przewodniczący partii sprawił jeszcze jedną ważną rzecz, otworzył drzwi do współpracy nie tylko z innymi mniejszościami narodowymi, ale też z wyborcami litewskimi. Dzięki temu AWPL z partii polskiej mniejszości narodowej stała się najpierw partią regionalną, a następnie ogólnokrajową. A niedawno rozszerzyła swoją nazwę dodając do niej trzy, jakże ważne wyrazy, Związek Chrześcijańskich Rodzin. Nie ma polskości bez chrześcijaństwa, to jest nierozerwalna jedność. Podkreślenie tego faktu w nazwie bez wątpienia wzmacnia wizerunek partii. Wyborcy potrzebują jasnych i konkretnych drogowskazów.

  5. Te działania zasługują na najwyższe uznanie. Dzięki przedstawicielom w Seimasie Polacy żywo uczestniczą w politycznym życiu Litwy.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.