Banderowcy odgrażają się Polsce

Od połowy stycznia tego roku rośnie niebezpiecznie napięcie w stosunkach polsko – ukraińskich. Zaczęło się od wysadzenia krzyża pomnika w Hucie Pieniackiej, zaraz potem było sprofanowanie pomnika katyńskiego w Bykowni pod Kijowem oraz cofnięcie zgody na wjazd na Ukrainę dla prezydemta miasta Przemyśla. W tej sytuacji posypały się wywiady i wypowiedzi dziennikarzy i polityków oraz osób mocno zaangażowanych z obu stron.

W pierwszych dniach lutego w rozmowie z tygodnikiem „Do Rzeczy” Jarosław Kaczyński powiedział: „Nie możemy ciągle przez lata zgadzać się, by na Ukrainie budowano kult ludzi, którzy wobec Polaków dopuścili się ludobójstwa, i to takiego, że choć trudno było przebić w okrucieństwie Niemców, to oni ich przebili. Krótko mówiąc, to sprawa pewnego wyboru Ukrainy. Powiedziałem wyraźnie panu prezydentowi Poroszence, że z Banderą to oni do Europy nie wejdą. To jest sprawa dla mnie jasna, bo wykazaliśmy ogromną cierpliwość, ale są jej granice.”. Co ciekawe prezes Prawa i Sprawiedliwości (PiS) dodał znacząco, że prezydent Ukrainy udzielił mu „skomplikowanej odpowiedzi”.

Wyjawił też raz jeszcze kierunek polityczny największego, polskiego ugrupowania politycznego: „Prawo i Sprawiedliwość dąży w swojej polityce zagranicznej do zacieśnienia relacji z Ukrainą. Plany napotykają jednak na trudności. Największą z nich jest skłonność naszych sąsiadów do budowania swojej tożsamości na kulcie zbrodniarzy odpowiadających za ludobójstwo dokonane na Polakach. Nie może być na to zgody.”.

Czas wyciągnąć wnioski

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak skomentuje Pan inicjatywę Piotra Tymy, szefa Związku Ukraińców w Polsce dotyczącą utworzenia w Przemyślu Centrum Ukraińskiej Kultury Ziem Przygranicznych?

– Jest to niezwykle niebezpieczna inicjatywa, zresztą nie tylko dla Polski, ale także dla Ukrainy. Obecne kierownictwo Związku Ukraińców w Polsce, które nad tą inicjatywą będzie sprawować kontrolę, ma bardzo głębokie sympatie probanderowskie. To zaś w przełożeniu na bieżące relacje może prowadzić do trwałych napięć w rejonie pogranicza polsko-ukraińskiego.

Czy mamy do czynienia z budowaniem w Przemyślu krok po kroku struktur niekoniecznie przychylnych Polsce i Polakom?

– Takie działania obserwujemy już od lat 70., kiedy w sposób zorganizowany zaczęto ściągać w rejon Przemyśla osoby o sympatiach nacjonalistycznych. Tę kwestię można zauważyć w publikacji IPN opisującej rozpracowanie tego środowiska przez SB. Do ponowienia tej akcji doszło w 2002 r. i nosiła ona nazwę „Powroty”. Powołano przy tym w środowisku ukraińskim specjalną komisję, która weryfikowała osoby, które następnie wspomagano w osiedlaniu się w rejonie Przemyśla. Można zatem śmiało powiedzieć, że to, co się dzieje w przestrzeni medialnej, a dotyczy mniejszości ukraińskiej w rejonie Przemyśla, jest koordynowane i sterowane. Natomiast wszystkie osoby, które stają temu środowisku na drodze, są stygmatyzowane etykietką „agenta Moskwy”.

 

Medialne popisy „rozwalaczy polskości” na Białorusi

Po obejrzeniu w TVP Polonia programu „Nad Niemnem” z dnia 27 marca 2017 roku naszedł mnie wielki żal za Polaków na Białorusi, którzy tak niefortunnie muszą zadowalać się samowolnym czy jak kto woli narzuconym prezesowaniem Andżeliki Borys.

Drugi już raz w historii mają to nieszczęście, że tak arogancka osoba „zajmuje się” ich sprawami. Wielkim echem odbiła się sprawa dziwnego wyboru, a może trzeba użyć zwrotu przewrotu, w Związku Polaków na Białorusi w grudniu ubiegłego roku. Zamieszanie z listą delegatów zaowocowało tym, że zaledwie kilkoma głosami z prawie 200 uczestników, Borys przejęła Związek.

Apel do polskich parlamentarzystów – członków Zgromadzenia Parlamentarnego Polski, Litwy i Ukrainy

Szanowni Państwo!

Jesteście przedstawicielami Polaków w Zgromadzeniu Parlamentarnym Sejmu i Senatu RP, Sejmu Republiki Litewskiej i Rady Najwyższej Ukrainy. Ciało to liczy po dziesięciu parlamentarzystów oddelegowanych przez każde z trzech państw i zbiera się cyklicznie by obradować nad wspólnymi problemami.

Wśród wielu tematów dotyczących wzajemnych relacji jednym z najważniejszych jest zagadnienie praw mniejszości polskiej na Litwie – od początku lat 90. konsekwentnie i systematycznie łamanych przez tamtejsze władze państwowe. Niestety od ćwierćwiecza problem ten nie jest traktowany jako priorytet w stosunkach polsko-litewskich przez kolejne kierownictwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Białoruś: Weronika Sebastianowicz pułkownikiem WP

Prezes Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi, działającego przy Związku Polaków na Białorusi, Weronika Sebastianowicz została awansowana na stopień pułkownika Wojska Polskiego. Mianowania Żołnierzy Niezłomnych na wyższe stopnie wojskowe dokonał 1 marca Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz podczas uroczystości w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

86 – letnia Weronika Sebastianowicz otrzymała awans w uznaniu zasług walki o niepodległość państwa polskiego oraz zasług za wykonywanie prac lub zadań na rzecz obronności państwa. Przed rokiem była awansowana przez szefa MON do stopnia majora WP. 

Komu zależy na zwalczaniu i rozbijaniu jedności Polaków na Kresach?

 

Prezentujemy nadesłany list Renaty Cytackiej - Prezes Forum Szkół Polskich na Litwie

Polacy na Litwie, trwają i zapewne przetrwają. Jednak to zależy od tego, jak aktywnie będą nas zwalczać władze litewskie. W jaki sposób zwalczają, to każdy wie. Przede wszystkim upokarzając i zabraniając respektować podstawowe prawa człowieka, które są zawarte w Traktacie miedzy Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, w Konwencji Ramowej ochrony praw mniejszości narodowych oraz w Konwencji Praw Człowieka.

Lwów: Polacy proszą o pomoc

O wsparcie starań o odzyskanie domu parafialnego przy ul. Łyczakowskiej 53 we Lwowie zwrócili się do prezydenta Polski tamtejsi wierni.

Chodzi o budynek, należący obecnie do lwowskiej rady miejskiej i użytkowany przez miejscową państwową szkołę muzyczną nr 4, w przeszłości będący własnością parafii św. Antoniego we Lwowie. Duszpasterzami są tam franciszkanie konwentualni prowincji krakowskiej. Podobny list katolicy lwowscy wystosowali do przewodniczącego lwowskiej państwowej administracji obwodowej Olega Syniutki.

ZW od zarania projekt lietuviski

Na profilu społecznościowym dziennikarka ZW Małgorzata Kozicz użala się i biadoli, że polscy działacze z Wileńszczyzny nie chcą brać udziału w audycjach tego radia. Wylewa nad tym faktem krokodyle łzy, dokonuje osądu i rzuca nikczemne oskarżenia, zupełnie bezpodstawne. Tymczasem ten swoisty bojkot ma głębokie uzasadnienie i jest mądrą reakcją polskiej społeczności na podstępną i zdradziecką linię polityczną radia ZW.

Radio „Znad Wilii” założone zostało w 1992 roku, w pierwszych latach odradzającego się państwa litewskiego, choć przygotowania do jego powstania zaczęły się wcześniej, w nie do końca jasnych okolicznościach. Od początku swojego istnienia prowadziło zadziwiającą politykę informacyjną, bardziej prolitewską niż propolską.