Nowa ambasador na Litwie Urszula Doroszewska

Do napisania kilku słów polemiki zaintrygował mnie tekst dyżurnego krytykanta Polaków na Litwie, niejakiego Antoniego Radczenko (piszę nazwisko w mianowniku, gdyż z odmianą nazwisk pochodzenia ukraińskiego mam lingwistyczne kłopoty), zamieszczony w niszowym dwumiesięczniku Nowa Europa Wschodnia poświęconym Europie Wschodniej i Azji Centralnej. Tekst mało merytoryczny, mający jak zwykle w przypadku tego autora charakter propagandowy, trzymający stronę i poglądy antypolsko nastawionych polityków litewskich, którego ostrze jak zawsze wymierzone jest w polską społeczność na Wileńszczyźnie. Jest też próbą skłócenia jej z władzami w Polsce.

Nie pierwszy to i zapewne nie ostatni raz, gdy Radczenko żongluje informacjami tak, by pasowały do z góry postawionej przez niego tezy. Cóż, ten typ usłużnego dziennikarstwa tak ma, nie inaczej jest i w tym przypadku, w artykule noszącym tytuł „Nowe otwarcie?” Oczywiście chodzi o sprawy polsko-litewskie, bo taki jest wydźwięk tej wyświechtanej przez lata frazy o nowej otwartości. Radczenko stawia fałszywe tezy, przy użyciu których sprytnie dokonuje zakamuflowanego ataku i oczerniania organizacji polskich na Litwie, tworząc tym samym fałszywy obraz rzeczywistości. Niby nic nowego w jego wykonaniu, a jednak. Tym razem w lekturze tekstu uderza tendencyjne, wielokrotne, wręcz lizusowskie powoływanie się na ministra w kancelarii prezydenta RP Krzysztofa Szczerskiego. W jakim celu? Autor cynicznie używa nazwiska ministra jako parawanu, aby w ten sposób uwiarygodnić swój dziennikarski bełkot i uczynić go poważnym.

W tej słownej grze idzie o wywarcie na odbiorcy, rzekomo uwiarygodnionej przez autorytet ministra, negatywnej opinii o Wilniukach przy użyciu klasycznych metod manipulacji, charakterystycznych dla agentury wpływu. Pierwszą ofiarą takiego działania pada zawsze prawda. Nic zatem dziwnego, że Radczenko popełnia błąd za błędem w swej pseudo analizie. Na dodatek, jak pokazują jego umocowania, od lat jest marionetką używaną przeciw polskiej wspólnocie na Litwie. Ten żurnalista najpierw pracował w portalu internetowym Delfi, gdzie z maniakalnym zapałem zwalczał polskie organizacje na Litwie. Następnie przeszedł do polskojęzycznego, lewicowo- liberalnego, powiązanego z Gazetą Wyborczą portalu ZW (http://prawy.pl/46547-znad-wilii-od-zarania-projekt-lietuviski/) gdzie nadal uprawia tę samą, szkodliwą dla zachowania polskości na Wileńszczyźnie politykę medialną. Jego najbliższe otoczenie utwierdza także w tym przekonaniu. Jego brat Aleksander jest urzędnikiem w kancelarii litewskiego rządu oraz blogerem atakującym polskie środowisko, o czym pisał portal mojekresy.pl (http://mojekresy.pl/aleksander-vile-radczenko-pozyteczny-idiota-czy-agent-wplywu). Natomiast jego żona, również dziennikarka, była wolontariuszką parady gejowskiej w Warszawie. Ostatnio współorganizowała w Wilnie litewski odpowiednik czarnego marszu, który zebrał raptem dziesięciu uczestników, w tym dwie dziennikarki liberalnego ZW. Fakty te mówią same za siebie. Czy „analizy” takiego dziennikarza mogą być obiektywne i wiarygodne? To apogeum fałszu.

Bujanie w obłokach

Pisanie o tym, że w tym roku w stosunkach polsko-litewskich udało się wyjść z impasu, jak mówi Radczenko, to przysłowiowe bujanie w obłokach. Kolejna zasłona dymna, która ma uśpić Polskę. Władze państwa litewskiego od samego początku, czyli od odzyskania niepodległości, prowadzą tę samą politykę, tak wobec Polski jak też wobec polskiej mniejszości narodowej w tym kraju. Zmieniają się jedynie akcenty tej polityki, ale nie jej istota. A jest nią budowanie tożsamości na antypolskich uprzedzeniach, czego konsekwencją jest nieprzestrzeganie Traktatu polsko-litewskiego w części dotyczącej polskiej mniejszości, naruszanie Konwencji ramowej RE o ochronie mniejszości narodowych, pomimo jej podpisania i ratyfikowania przez Litwę. W efekcie na Wileńszczyźnie mamy do czynienia z permanentną dyskryminacją Polaków w dziedzinie oświaty, zwrotu ziemi, używania języka polskiego w sferze publicznej oraz dyskryminacją polityczną objawiającą się niekorzystnymi zmianami okręgów wyborczych. Ale o tym w swoim artykule Radczenko nawet się nie zająknął, tak samo jak nie napisał o haniebnym rozwiązaniu polskich samorządów na początku lat dziewięćdziesiątych, celowym wprowadzeniu progu wyborczego dla mniejszości narodowych, czy nakładanych horrendalnych karach za używanie języka polskiego. Stan taki trwa nadal, o jakim zatem wyjściu z impasu mówimy. To fałsz pierwszy w tekście Radczenki.

Radczenko obwinia PiS

Kolejnym fałszem jest wybielanie polityków litewskich kosztem nieuzasadnionej krytyki wobec stanowczej od lat linii Polski w sprawie ochrony praw Polaków na Litwie. Winę za chłodne relacje między oboma krajami Radczenko zrzuca na Prawo i Sprawiedliwość oraz poprzedników tej partii, pisząc o zimnym prysznicu, jaki Wilno otrzymało za próbę ocieplenia stosunków z Warszawą. Potępia przy tym wiceministra Jana Dziedziczaka za to, że podczas swoich częstych wizyt nie spotkał się ze swymi kolegami z litewskiego MSZ, a tylko z politykami AWPL. Tak samo jak minister Radosław Sikorski, którego nazwał symbolem złego Polaka. Nie dość na tym, napisał więcej, jak to biedni „pracownicy litewskiego MSZ łapali się za głowy i nie wiedzieli, jak reagować na takie zachowanie”. To szczyty bezczelności w wykonaniu tego dziennikarza, bo każdy zdrowo myślący obserwator relacji pomiędzy obu państwami wie, że te dyplomatyczne mocne gesty strony polskiej są wynikiem ignorowania głosu Warszawy w sprawie swoich rodaków nad Wilią. A wyłączną odpowiedzialność za stan stosunków polsko-litewskich ponosi Litwa stosując metody dyskryminujące Polaków, na co Polska w oczywisty sposób zgodzić się nie może. Takie zdecydowane stanowisko od początku swojej kadencji prezentował także prezydent Andrzej Duda, co jest rzeczą całkowicie zrozumiałą. Mimo to Radczenko z zapałem godnym etatowego propagandysty usprawiedliwia irracjonalną politykę Litwy, szukając winy w Polsce i Polakach na Litwie. Używa tej samej narracji, co zaczadzeni antypolsko nacjonaliści i ladsbergisowscy sajudiści. Posuwa się nawet do niegodziwego odwołania do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, żywiąc nadzieję na odrodzenie strategicznego partnerstwa z czasów jego prezydentury. Panu redaktorowi warto w tym miejscu przypomnieć, jak strategiczne partnerstwo rozumiała w tamtym czasie strona litewska. Dokładnie w dniu wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Wilnie w 2010 roku, Sejmas odrzucił ustawę o oryginalnej pisowni nazwisk, o co zabiegała polska strona. To był największy afront uczyniony polskiemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, ukazujący prawdziwe intencje gospodarza. Tak wyglądają fakty, a z nimi trudno jest dyskutować.

Szczerskim w AWPL

Fałsz trzeci, to kłamliwy obraz Polaków na Litwie. To sedno i prawdziwy cel pseudo analizy. Przedstawić polskie organizacje na Litwie jako te, które rzekomo stoją na przeszkodzie w nawiązaniu dobrosąsiedzkich relacji, w domyśle sielankowych, między obu państwami. Radczenko znany jest z manipulowania faktami, co też z lubością czyni, z makiawelicznym wręcz zacięciem. Cytuje on fragment wypowiedzi ministra Szczerskiego o zróżnicowaniu społeczności polskiej na Litwie, w której dominują trzy środowiska posiadające odmienną strategię działania, ale wyciąga z niej kłamliwą tezę o rzekomych podziałach wśród Polaków na Litwie. Słowa Szczerskiego o trzech środowiskach wśród mniejszości polskiej są jak najbardziej adekwatne. Istnieje przecież bardzo prężny Związek Polaków na Litwie, jako organizacja społeczno-kulturalna, istnieje Macierz Szkolna, której celem jest utrzymanie polskiej oświaty na Litwie i jest wreszcie Akcja Wyborcza Polaków na Litwie- Związek Chrześcijańskich Rodzin, jako emanacja polityczna reprezentująca Wilniuków na forum Sejmasu, w samorządach, a nawet w Parlamencie Europejskim. Te organizacje przenikają się wzajemnie i uzupełniają w swych kompetencjach i sposobie działania, tworząc najlepiej zorganizowaną strukturę spośród wszystkich organizacji polonijnych na całym świecie. Radczenko nie poprzestaje jednak na tej prymitywnej manipulacji. Posuwa się dalej, zarzucając AWPL pozycję monopolisty tak, jakby nie wiedział, że polska partia cieszy się pełnym zaufaniem Polaków na Litwie. A tak zwany „monopol” nie jest przez nikogo powierzony, jak sugeruje redaktor, a jest wynikiem otrzymywanego w każdych kolejnych wyborach wysokiego poparcia, dodajmy, wyborach tajnych i powszechnych. To nie monopol, a reprezentatywność wynikająca z najbardziej demokratycznego aktu jakim są wybory. Pada też w tekście oskarżenie o rzekomy flirt z Kremlem. To wierutne kłamstwo i pomówienie, powtarzane i powielane celowo w ostatnich latach przez litewskich nacjonalistów, bo jest to w obecnej sytuacji geopolitycznej najprostsza metoda stygmatyzowania i szufladkowania, używana do niszczenia oponentów. Współpraca AWPL z mniejszościami narodowymi: białoruską, tatarską, ukraińską, żydowską i rosyjską to normalna rzecz w państwie wielonarodowym, podyktowana wspólną obroną swoich praw przed rażącą urzędową dyskryminacją. W tym kontekście redaktorzyna wyraził nadzieję, że Akcja wkrótce przestanie być reprezentantem Polski na Litwie. Na takie brednie odpowiedź jest tylko jedna, to marzenie ściętej głowy Radczenko, pro litewskich liberałów, wszelkiej maści konfidentów oraz tych zasiadających na litewskich rządowych stołkach, jak jego brat. Pozycja AWPL-ZChR, wbrew krakaniu zadaniowanych dziennikarzy, rośnie. Świadczy o tym uzyskana ostatnio przez partię funkcja wicemera Wilna, trzech przewodniczących komisji w radzie stolicy, czy zaproszenie polskiej partii do koalicji rządowej przez Litewski Związek Chłopów i Zielonych.

W oparach absurdu

Tak można określić niezbyt roztropne słowa dezaprobaty nowej pani ambasador na Litwie w kontekście złożenia wieńców 9 maja przez przedstawicieli AWPL. Radczenko przytoczył je chcąc skonfliktować ambasadę z lokalną społecznością. Świętowanie zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami 9 maja jest na Litwie oczywistością. Polacy biorą w tym udział co roku, składają kwiaty na mogiłach wszystkich żołnierzy wyzwalających Wilno, niezależnie od narodowości, to cywilizowana norma. Zwłaszcza, że Wilno wspólnymi siłami wyzwalali żołnierze polscy z AK i Rosjanie. Trudno składać kwiaty komuś innemu, zwłaszcza żołnierzom litewskim, którzy walczyli u boku Hitlera i zwalczali polskość na Wileńszczyźnie. A podczas wojny, to litewskie kolaboracyjne oddziały pod okiem Niemców dopuściły się w podwileńskich Ponarach masowej zbrodni ludobójstwa, zabijając ok. 100 tysięcy osób, głównie mieszkańców Wilna, w tym 70 tys. Żydów, 20 tys. Polaków oraz 10 tys. Romów i Rosjan. Warto, aby nowa pani ambasador o tym pamiętała, bo nasz dzień zwycięstwa niekoniecznie oznacza zwycięstwo dla Litwinów, których polityka pójścia z Hitlerem tego właśnie dnia zbankrutowała. Medialne wrzutki to specjalność dziennikarstwa spod znaku ZW, a ich celem jest sianie konfliktów i uderzanie w polskie organizacje. Kolejnym przykładem takiego działania jest uderzenie Radczenko w ZPL, który oskarżył związek o bezpodstawne zaatakowanie Instytutu Polskiego w Wilnie w wydanym kilka tygodni temu oświadczeniu. Przeczytałem oświadczenie ZPL, w którym dostrzegam troskę o język polski, a nie atak. Aby zadać kłam kolejnym oszczerstwom Radczenko zawartym w artykule, postanowiłem zacytować to oświadczenie ZPL. „Trudno pominąć milczeniem fakt, że wystawa o Tadeuszu Kościuszce prezentowana w Sejmie RL, przygotowana w Macierzy za pieniądze polskiego podatnika, została przedstawiona w języku litewskim i angielskim. A gdzie polski? Zabrakło. Dlaczego? Czy takie eliminowanie języka polskiego na wystawie organizowanej przez przedstawicieli Państwa Polskiego jest prawidłowe. Uparcie walczymy w ciągu ponad 70 powojennych lat o zaistnienie języka polskiego w przestrzeni publicznej, bo to daje nam poczucie, że nasze trwanie przy ojczystym języku i kulturze jest naturalnym biegiem rzeczy tu, na tej ziemi. Ta nieobecność polskiego podczas takich wydarzeń jest bolesna. Tym bardziej, że w ciągu obchodów notorycznie podkreślano wspólną historię, walkę, cierpienia i zwycięstwa oraz bohaterów. Wydaje się, że właśnie takie okazje jak najlepiej służą temu, by dwa języki – polski i litewski zaistniały obok siebie…” Pozostawiam bez komentarza, manipulację Radczenko widać gołym okiem. Ale cóż można spodziewać się po człowieku, dla którego autorytetem jest zwolennik kodowców Borusewicz, którego niemądre cytaty przytacza w artykule. Na szczęście, dla Polaków na Litwie i dla PiS-u to rodzaj anty autorytetu.

Czy ambasador połknie haczyk?

O co chodzi? To pytanie przychodzi na myśl po przeczytaniu propagandowego tekstu w Nowej Europie Wschodniej. Manipulacje, oszczerstwa, fałsz i pomówienia w formie pseudo analizy. Nie chodzi wcale o tytułowe nowe otwarcie, jak deklaruje autor. Rzecz idzie raczej o przedstawienie polskich organizacji na Litwie w złym świetle, o pozbawienie ich autorytetu i zaufania w oczach polskiej dyplomacji i pałacu prezydenckiego. Dlaczego? Prawdopodobnie w przyszłym roku dojdzie do kurtuazyjnej wizyty Andrzeja Dudy w Wilnie. Nowego otwarcia w relacjach polsko-litewskich nie było i zapewne nie będzie, bo Litwa z uporem maniaka brnie nadal w ślepą uliczkę antypolskich kompleksów, której ofiarą pada polska mniejszość w tym kraju. W takim przypadku potrzebny jest kozioł ofiarny, który usprawiedliwi chłodne relacje na linii Wilno-Warszawa przed ewentualną wizytą prezydenta Polski. Usłużni dziennikarze rozpoczęli już przygotowanie artyleryjskie. Celem jest osłabienie ZPL i AWPL-ZChR, by potem móc manipulować. Ta sama śpiewka od ponad dwudziestu lat. Rozumiał to dobrze minister Dziedziczak, który naciskał na stronę litewską, unikał oficjalnych spotkań, dawał do zrozumienia, że bez ustępstw tak łatwo stronie litewskiej nie pójdzie. Dzisiaj po dwóch latach rządów PiS można lekko „odpuścić” przed prezydencką wizytą i sprawdzić reakcję drugiej strony. W jakimś sensie minister Sikorski również „pomógł” w trudnych, wieloletnich przygotowaniach do przyszłej wizyty. Był w najbardziej newralgicznym momencie obopólnych relacji tzw. złym policjantem, słusznie wytykającym władzom Litwy ich błędy. Dzisiaj prezydent Duda ma szansę zostać tym dobrym. Tylko czy Wilno zrozumie tę subtelną grę dyplomatycznych pozorów? Lecz w dowolnym wypadku i przy dowolnym scenariuszu wydarzeń, przy zastosowaniu jakiekolwiek taktyki, końcowym priorytetem muszą być zawsze Polacy na Litwie i ich prawa, które są systematycznie uszczuplane. To warunek konieczny wszelkich rozmów, jestem przekonany, że tak właśnie będzie. Dla AWPL taka taktyka Polski jest dobra. Chociaż nie będzie łatwo, bo wspierający litewską władzę przeróżni Okińczyce czy Radczenki chcieliby, aby było odwrotnie, czyli Polska na kolanach. Jest jeszcze jeden problem. To przeciwnicy polskości na Litwie skupieni w niby polskich liberalnych klubikach, w proaborcyjnych czarnych marszach, czy w niby polskojęzycznych redakcjach, hojnie obdarowani urzędniczymi stołkami przez Litwinów mają jeden cel, osłabić polskość i polskie organizacje. Jedną z kluczowych metod do osiągnięcia tego celu jest dezinformacja i wciągnięcie do „uszytej” sztucznej afery polskich polityków. Jeżeli ambasador Urszula Doroszewska połknie ten haczyk, to zyska na tym antypolski układ, a ona sama otrzyma miano vel ambasador Widacki, który prowadził bardziej politykę pro litewską niż polską. Jeśli tak się stanie, to swoim działaniem pani ambasador skompromituje PiS, z nadania którego otrzymała tę ważną dla zachowania polskości na Kresach posadę.

Antoni Matulewicz

(materiał nadesłany)

  1. Dyżurni krytykanci się po prostu zdarzają, jedni z własnej woli jako aktywiści czegoś-tam, inni jako ukryta bądź jawna agentura wpływu wypłacająca się za coś-tam, czyli Antek nie jest jakimś wyjątkowym wyjątkiem….

  2. Sama smutna prawda tu napisana o tym jak jest. My to wszystko wiemy ale gdy kto ma mocne plecy jak mecenas Cz.O. to niewiele można poradzić. Tylko liczymy na mądrość władzy w Warszawie że nie da sobą manipulować tym cwaniakom co tylko biznesy robią a idei żadnej.

    • Niestety w Polsce też nie wszyscy służą ideom, tu też „na szczytach” roi się od różnych cwaniaczków i karierowiczów. Wilniucy już przywykli, że najbardziej muszą liczyć na samych siebie, bo to jedyny mocny fundament. Władze w Warszawie się zmieniają, raz jest lepiej raz gorzej, ale chyba nigdy nie jest wystarczająco dobrze.

  3. U Litwinów sowiecka agentura była bardzo mocna i wielu dzisiejszych polityków z czołówki to dawni sługusi komuny. Nawet obecna prezydent wykładała w szkole partyjnej. A Landsbergis, który później stał się takim ich Wałęsą, swoją karierę robił już za komuny, podobnie jak jego ojciec. Nigdy poważnie nie zaprzeczył swojemu uwikłaniu, dlatego jest wielce prawdopodobne, że nadal ale tym razem po cichu wykonuje krecią robotę. Bo to głównie on szczuje przeciwko Wilniukom i on w dużej mierze odpowiada za ciągłą dyskryminację Polaków na Litwie.

  4. Stanisław Kossakowski

    Pana Antoniego Matulewicza miałem przyjemność poznać w ubiegłym roku na konferencji polonijnej, to osoba o szerokich horyzontach, kochający Kresy jak mało kto, dobrze że pisze felietony taki jak ten, bo ktoś musi bronić Polaków na Kresach przed niszczycielską i chorą doktryną Giedroycia, której ofiarą podają Bogu ducha winni Rodacy na Zaniemeńskich i zabużańskich ziemiach. Pozdrawiam pana Antoniego.

  5. wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego tego błazna Radčenko nikt nie cytuje w poważnych mediach w Polsce??? Dlaczego nikt nie zaprasza tego pożal się Boże „eksperta”? Dlaczego to inni są zapraszani do mediów, na spotkania, do wspólnego świętowania? I najważniejsze: dlaczego ludzie nie chcą zmian głosując i udzielając tym samym swojego poparcia i zaufania do tych, którzy są dzisiaj, a nie dla radczenków, klonowskich, okinczyców, czy jeszcze innych nowych młodych socjalistów??? Bo nikt nie chce zmieniać czegoś co perfekcyjnie funkcjonuje i jest wolne od przekrętów. Nikt nie chce zmieniać czegoś co jest oparte na chrześcijańskich wartościach, tradycji i patriotyzmie – wartościach przecież tak bliskich Wileńszczyźnie. I nikt nie chce zmieniać czegoś co realnie chroni i daje nadzieję na normalność w stosunkach polsko-litewskich, a nie pogłębienie polonofobii made by Okińczyc company, o którym to mogliśmy posłuchać na taśmach Sikorskiego (więc nawet totalna opozycja wobec PiS jest przeciwko Okińczycowi) jaki z Cześka szkodnik ‚patriota’.

    Normalny człowiek po tylu porażkach, tylu ośmieszeniach siebie, po tylu nie trafionych tezach i przewidywaniach już dawno by dał sobie spokój z tą krecią robotą. Dlaczego więc Radčenko tego nie robi? Bo nie jest normalny? Nie. Bo ma takie ZADANIE. Zniszczyć, podzielić wykreować nowe, które zajmie miejsce dotychczasowych polskich organizacji, którym warunki będzie dyktował Okińczyc. Dlaczego Radczenko z towarzystwem nieustannie mówią, że trzeba nowe utworzyć, alternatywne środowisko choć argumentów nie ma żadnych, a w momencie kiedy polskie organizacje doskonale sobie radzą w oświacie i polityce, tylko idiota mógłby chcieć ‚nowego’.

    Nie zapominajmy też, że to także środki finansowe. Tylko zamiast na realną pomoc i działania mające na celu podtrzymanie naszej mniejszości w duchu Polskości, będzie nowe liberalno-lewicowe NIC. Najlepszy przykład: kanapowy klubik, gdzie dyskutują wciąż te same darmozjady wiecznie atakujące polskie organizacje, albo „świętowanie” Narodowego Dnia Niepodległości z butelką piwa w ręku niczym Jerzy z Pod Mocnym Aniołem.

    • Chlanie piwska i udawanie, że to „obchody” 11 Listopada to naprawdę zdziczenie obyczajów, a jeszcze się tym przechwalali i publikowali zdjęcia. Lewackie i liberalne ludziki promują zdziczenie obyczajów, ale w tym przypadku moim zdaniem profanowali wielkie święto Polski i Narodu polskiego. Dla nich nie ma żadnej normy przyzwoitości.

  6. Zajrzałem c ciekawości na portal ZW i w oczy bije pogadanka z czołowym litewskim polakożercom Vytautsaem Landsbergisem. Jego sajudziści wyjątkowo bezczelnie od samego początku odzyskania niepodległości przed ponad ćwierć wiekiem usiłowali niszczyć i wyplenić polskość z Wileńszczyzny, zastępując ją żywiołem litewskim. Nie mieli w tym żadnych hamulców, w przykładów ich i jego osobiście paskudnych działań jest wiele.
    Przypomnę jeden tylko fakt: Przed wyborami samorządowymi w 2007 wzywał Litwinów do czasowego i fikcyjnego meldowania się na Wileńszczyźnie w celu odniesienia historycznego zwycięstwa nad Polakami!!!
    I ten człowiek jest autorytetem dla Okinczyca, jego mediów ZW, a w Polsce m.in. dla Michnika i Gaz.Wyb.

  7. Litewscy propagandyści już przygotowują grunt pod przyszly rok, gdy będzie obchodzona setna rocznica odzyskania niepodleglości przez Polskę i Litwę. Szykowane są spotkania Grybauskaite i Dudy dlatego urabiają opinie publiczną, żeby nie doszlo do szoku. Zyski wizerunkowe mają pewne (choć nieduze) znaczenie, ale zysk praktyczny jest tylko po stronie litewskiej, która pokaże się jako niby wiarygodny i godny zaufania partner. Ale niestety dla sytuacji Polakow na Litwie te huczne świeto nic nie przyniesie, a problemy zostaną schowane i przemilczane (tak jak dotychczas). To tylko pokazówka, a życie idzie innym torem.

  8. Okinczyc jest związany z masonerią, która zwalcza kościół katolicki. A wiadomo, że Polacy na Litwie są mocni wiarą ojców. Może to być jeden z powodów, dla którego radio Okinczyca tak atakuje największe i cieszące się powszechnym uznaniem polskie organizacje oraz ich liderów. Masoni są wpływowi i działają podstępnie, z takim przypadkiem też możemy tu mieć do czynienia. Dodatkowo niszczenie polskości jest celem wielu polityków litewskich, więc Okinczyc działa wspólnie z niektórymi środowiskami litewskimi.

  9. Sprzedawczyki z tych Radczenkov. Okińczyc Mason przygarnął takich tłuków i zlecił wieczne atakowanie. Jak to jest możliwe, że rządy się zmieniają a Radczenko siedzi jak siedział na g(u)rzędzie. Zresztą przykładów jest więcej. Widtmann kreująca się na Olejnik ma męża w ambasadzie. Lietuvisi wyczaili kto za kasę pójdzie i będzie krecią robotę robił

  10. Żona Aleksandra była wolontariuszką na paradzie gejowskiej. Może z uwagi na brata Alka, który podobno wprowadził szwagierkę w środowisko

  11. tak to się kręci...

    Litewskich nacjonalistów zasiadających prawie we wszystkich partiach, a także mieniącej się Polakami garstki, ale dość wpływowej, ich popleczników i pomocników, szczególnie denerwuje fakt, że Polacy na Litwie swoje życie społeczne i kulturalne związali z ZPL, a sprawy polityczne powierzyli AWPL-ZChR. Dlatego te antypolskie siły wykorzystują każdą okazję, by zaatakować, opluć, nakłamać, rzucić podejrzenia itd.
    Bracia Radczenko są związani z mediami Czesława Okińczyca, portalem i radiem ZW. Atakując i oczerniając polskie organizacje, media Okińczyca mogą liczyć na wsparcie finansowe i pobłażliwość. A on sam i grupa osób wokół niego są wspólnie zainteresowani korzyściami osobistymi i stanowiskami, które od swoich „patronów” otrzymują. Nieprzypadkowo ludzie ZW jak Aleksander Radczenko, Pukszto czy Komar zajmują wysokie stanowiska z litewskiego nadania, wszak swoich się nagradza za wykonywane zadania. A ZW jako jedyne polskojęzyczne medium na Litwie regularnie dostaje finansowanie od instytucji litewskich (polskim oczywiście też nie gardzi). I tak to się kręci.

  12. Próby skłócania poprzez rozsiewanie nieprawdziwych informacji to specjalność propagandzistów odgrywających rolę agentów wpływu. Tego typu zagrań strony litewskiej doświadczamy od dawna, bo w ten sposób próbuje ona odwrócić uwagę od sprawy najważniejszej, czyli dyskryminowania polskiej autochtonicznej ludności Wileńszczyzny oraz łamania umów z Polską i prawa międzynarodowego. Koniecznie więc w takiej sytuacji należy znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego, na którego można zrzucić wszelką odpowiedzialność. W propagandzie Radczenki jednego i drugiego oraz ich litewskich zwierzchników, winnymi dyskryminacji Wilniuków są… sami Wilniucy i nikt więcej. To doprawdy chore i nikt o zdrowych zmysłach na to się nie nabierze.

  13. O ambasadorze Widackim jeszcze krążą opowieści, jak to wysługiwał się lietuvisom i jak wiele szkód wyrządził tutejszym Polakom, bo zbratał się całkiem z tamtymi a nie z naszymi. Ponoć ma wysokie lietuviskie odznaczenia dyplomatyczne i państwowe, więc jakby wszystko jest zrozumiałe, komu oferował swoje usługi.

  14. Odnoszę wrażenie że nowa pani ambasador Doroszewska trochę się Pogubiła na początku swojej kadencji, zaczęła flirtować z liberalnymi i lewicowymi osobnikami spod znaku okińczycowego ZW, którzy reprezentują lietuviski a nie polski punkt widzenia. Przy tym wielokrotnie wypowiadali się źle o Prawie i Sprawiedliwości. Pani ambasador musi się jeszcze wiele nauczyć I nie dać się nabierać pseudo polskim klubikom Sterowanym przez litewskie służby. Powinna brać przykład ze swoich poprzedników którzy zdecydowanie twardo bronili polskiej mniejszości na Litwie przed niedopuszczalną w dwudziestym pierwszym wieku dyskryminacją.

  15. Wystarczy spojrzeć w odnośnik dotyczący Aleksandra i można zyskać pewność, że bracia są siebie warci, ulepieni z jednej gliny, zapalczywi w niszczeniu silnych polskich organizacji na Litwie. Pytanie jest jedno, jaka jest ich motywacja? Czy tylko ekonomiczna, praca i stanowiska, czy oni naprawdę mają takie skrzywione przekonania?

  16. Wszystko ładnie wytłumaczone, punkt po punkcie… wypunktowane brednie i oszczerstwa wymyślone przez Radczenko. Stosunki polsko – litewskie wtedy wrócą na dobre tor, gdy skończy się dyskryminowanie Polaków na Litwie przez tamtejsze władze. Jak na razie droga do tego wydaje się niestety wciąż bardzo daleka.

  17. Nie od dziś wiadomo, że próby skłócenia wszystkich ze wszystkimi to stara metoda okińczycowego środowiska, w które doskonale wkomponowali się ci śmieszni bracia (śmieszni w przenośni i dosłownie). Natomiast to co robią już nie jest śmieszne. Ich postawa jasno pokazuje, że pod płaszczykiem żałosnego i kanapowego klubiku tak naprawdę jedynym zadaniem jest rozbicie polskiego społeczeństwa. W dupie mają szkoły, tożsamość, tradycję. Liberalno-lewacki bełkot jakim próbują nas karmić odbije im się jeszcze czkawką. Nie takie problemy pokonaliśmy to i tych polskojęzycznych kundli chodzących na smyczy masona też pokonamy

Zostaw wiadomość

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć tagi i atrybuty HTML :

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>